Pokaż mi co czytasz, a powiem ci kim jesteś - taka, panie, prawda. I dalej niepotrzebna już żadna dyskusja. Być może kiedyś media służyły do ułatwiania wymiany myśli, umożliwiały wzajemne ucieranie się poglądów w dyskusji, uczyły argumentować, czy pomagały w wyrobieniu sobie racjonalnej opinii na pewne tematy... Nie wiem i nie wnikam - dość, że dzisiaj te minione czasy świetności naszej cywilizacji dawno już mamy za sobą.

Dziś prasa pełni funkcję tożsamościową, gazety przekonują tylko przekonanych, a my czytamy tylko to, co nas utwierdza w dawno przyjętych poglądach. Podobne opinie wziąłem oczywiście z gazety, bądź z jakiegoś bloga. A skoro tak, to teraz znów widzimy, jak się to wszystko jeszcze raz przekłada na naszą tożsamość. I skoro już o tej tożsamości mowa, to już wyłóżmy po chłopsku, bez owijania w bawełnę. Na stół. Prasę...

Pierwszy na nim ląduje korwinowski najwyższy czas!, zawartą w nim suchą porcję liberalnego racjonalizmu polewamy chorobliwie romantycznym sosem z (z przeproszeniem) Sakiewicza, a na deser zostawiamy sobie lżejszą i utrzymaną w zdecydowanie lepszym guście krzyżówkę jednego z drugim w formie UważamRze, czy jak tam Bronek to pisał. Do tego raz na miesiąc - czy raczej na parę miesięcy, szczuras nie świnia, wszystkiego zeżreć nie da rady - wizyta w tandetnej, burżuazyjno-inteligenckiej knajpie z pretensjami. Kłania się czapką do ziemi po polsku, że bardziej nie można - samo Nowe Państwo! No, jest już tego sporo, a wszystko skutkiem obrzydliwego nałogu zwanego polityką!

To jednak jeszcze nie wszystko, poza normalną dietą całości dopełniają obrzydliwe przekąski śmieciowego żarcia pochłaniane po drodze, mimochodem, z ciekawości i na pół świadomie. I to są, moi drodzy, nasze polityczne blogi. Nie, nie zaglądam na szczęście na forum onetu czy do innej kloaki - szczury, choć żyją w kanałach, w szambie dla przyjemności nie nurkują nigdy.

Czasami jednak śmierdzi nawet tu, na głównej. Tak, czytam blogi  polityczne, bardzo różnych osób. Czytam Salon, Toyaha, męczę się z Coryllusem, zerkam na niepoprawnych, zaglądam też czasami z ciekawości na ciemną stronę mocy i patrzę co też piszą ci, których niezawisły sąd zakazał wiązać z luksemburgizmem...

Widzicie więc chyba jasno, że ciekawość jest pierwszym stopniem do piekła.Tak, moi drodzy, do piekła - bo jak inaczej nazwać przejmowanie się rzeczami, na które nijak wpływu mieć nie można? Uczucie całkowitej bezsilności? Brak wpływu na cokolwiek?

I nie żartujcie mi tu tylko z demokracją czy inną wolnością słowa: rozmawiacie ze stałym - no, dla ścisłości prawie, bo Smoleńsk RAZ swoje zrobił - wyborcą Korwina!

Nie będę jednak pisał o minusach interesowania się polityką w ogólności, bo i nie od dzisiaj wiadomo, że głupiemu żyje się po prostu milej, szczęśliwiej i dłużej. I gdzie jak gdzie, ale w postkomunistycznym społeczeństwie każde dziecko wie chyba, że zawsze lepiej jest wiedzieć za mało, niż za dużo.

Bardzo to dobre dla zdrowia, zwłaszcza psychicznego. Nie spali się taki człowiek przed kancelarią premiera, nie powiesi się w kiblu czy w więziennej celi - a i humorek lepszy będzie dopisywał.

To są naturalnie rzeczy oczywiste, dzisiaj zajmiemy się jednak czymś nieco innym niż rytualna pochwała głupoty. Od tego rząd ma rzecznika...

Jak jednak łatwo zauważyć, szczuras jest osobnikiem podżerającym światopoglądową trutkę wykładaną głównie w podziemiu prawicowym. Wiecie, ten drugi obieg i tak dalej. Ale dlaczego nazywam to trucizną, skoro sam na początku piszę, że to jest nic innego jak moja tożsamość?

Już widzę, jak się odzywa ideologiczna czujność, znam wasze komentarze o tekstach na zamówienie (ach, żeby tak kiedyś być komuś potrzebnym!) oficerach prowadzących, pożytecznych idiotach i agentach-śpiochach...

Ale nie, moi mili, tak się nie bawimy. Wymagam tu paru małych rzeczy: jakiegoś dystansu do siebie, minimalnej otwartości umysłu i choćby najmniejszego - ale jednak - umysłu do otwierania. Właśnie...

Przyjrzyjmy się zatem z dystansem, na jakie treści otwieramy umysł chłonąc prawicowe* narracje.

Pierwszą rzeczą, która przychodzi na myśl jest przejmujące i obezwładniające zarazem, obdzierające człowieka do kości poczucie beznadziei. Bezsilność, rozpacz, frustracja. Tak, moje drogie szczurki - specjalnie używam języka ulubionego przez to obrzydliwie, wijące się w trupiej zgniliźnie naszej ginącej cywilizacji lewactwo. I jeśli chcecie teraz właśnie wysmarować mi pod tekstem jakiś komentarz o tym, że chciałbym w to miejsce wychwalać "sukcesy" właściciela Toli, zamykać ludziom oczy na rzeczywistość i całą nędzę tego cyrku (przepraszam cyrkowców) określanego mianem tzw. elit, władzy i Systemu - to radzę jeszcze raz wziąć głęboki oddech i oszczędzić sobie jednak tego trudu.

Chcę tylko tu podkreślići zwrócić waszą uwagę, że - przynajmniej w moim osobistym odczuciu - prawicowe media kreują w swym przekazie obraz wiecznej i nieodwracalnej klęski. Jesteśmy oto wymierającym narodem, kondominium (jak to się ładnie kojarzy z katastrofą demograficzną, prawda?), niewolnikami bankowców, urzędników, układu, Putina, jęczymy zgodnie pod rządami złodziei, słowem - żyjemy w Systemie opartym z zasady na niesprawiedliwości. I znikąd wyjścia! Nie widać żadnej nadziei.

I nie, nie chcę zaprzeczać, że sytuacja jest zła. Koń (Palikot, taki z kauczuku) jaki jest - każdy widzi. Tylko dlaczego przez tyle lat nikt z prawicowych dziennikarzy i blogerów nie chce drążyć podstawowego tematu wyjścia z tej sytuacji? Dlaczego wszyscy ci "niepokorni"- buhahaha, tłusta burżuazja rozpisująca się na temat drogiego wina i egzotycznej kuchni: Lisiewicz ma świętą razję pisząc o przedpokoju - na ten System potrafią tylko narzekać, a nikt nie kombinuje choćby nad strategią przetrwania? Nad tym, by go obalić?

Przeczytajcie sobie wypowiedzi tej naszej naszej nowej patriotycznej elity (niestety, też tak zwanej), o tym dlaczego to niby oni dumni z Polski. Większość z tych wypowiedzi jest po prostu żenująca, niektórzy wręcz nie potrafią podać nic pozytywnego, a najwięcej miejsca zajmuje im rytualne odcinanie się od tzw. wad narodowych. Przepraszają, że żyją. Chyba faktycznie słusznie...

Aby nie być niesprawiedliwym pochwalę tu Wolnych Polaków, NP, Wencla i Lisiewicza. Rymkiewicz też ma rację, ale osoby takiego formatu zwykłemu szczurasowi chwalić już po prostu nie wypada. Pochwalam za to jego koncepcje. I podziwiam. Oni jako jedyni proponują coś konstruktywnego. To jednak kropla w morzu!

Zaglądając jednak na co dzień do prawicowej prasy, na Salon24, na niepoprawnych - można się załamać. Ogólne wrażenie jest gorzej niż przygnębiające i nie są go w stanie przełamać żadne happeningi Naszości o królu Bulu czy innym matole, ani też kolejny błyskotliwy tekst Korwina o dziedzicznej tępocie lewaków. Bo jak na razie, to oni z tą głupotą dziedziczą władzę i jej przywileje. A to na pewno śmieszne nie jest...

Gdybym chciał snuć tutaj teorie spiskowe - choć na to na szczęście za mało się jeszcze strułem w ramach swojego nałogu - to mógłbym wręcz wysunąć przypuszczenie, że ktoś specjalnie sączy ten "prawicowy" jad niemocy w serca ludzi niechętnych panującemu Systemowi. Tego wątku kontynuować jednakże nie będę, bo to by był dopiero piękny dowód destrukcyjnego działania prawicowej prasy na psychikę zwierząt doświadczalnych! Nie oszukujmy się zresztą - dla wcielających się w rolę przewodnika stada, samozwańczych pasterzy opinii publicznej określanych potocznie mianem dziennikarzy - doświadczalnymi szczurami jesteśmy my wszyscy.

Jakie więc rozwiązanie dla tego problemu**? Proste jak nasz (?) prezydent: na nałóg jest odwyk! Nadmierne zainteresowanie polityką - zwłaszcza tą postrzeganą przez pryzmat prawicowych mediów i blogosfery - grozi utratą równowagi psychicznej (skomentujecie zapewne, żem tego najlepszym przykładem), nabawieniem się patologicznej mizantropii, depresji, odwróceniem uwagi od rzeczywistych możliwości i warunków. Od prawdziwego zycia.

Dlatego polityce i politykom powiedzmy po prostu... NIE! (tak delikatnie - delikatnie i grzecznie, że aż na granicy kłamstwa! - mówiąc). Róbmy swoje i zmieniajmy świat począwszy od siebie samych, własnego środowiska. I, tak jak w wywiadzie dla GP powiedział Rymkiewicz: nie zwracajmy uwagi tych, co są już żywymi trupami, a jeszcze o tym nie wiedzą. Olejmy ich po prostu. Olejmy ten System...

 

 

-----------------------

*prawicowe - to oczywiście pojęcie umowne. Każdy ortodoksyjny korwinista dobrze wie, że nie ma prawdziwej prawicy poza UPR/PJKM/WiP/KNP - czy jak tam się teraz ta kanapa nazywa ;)

**nie mówię o rozwiązaniu optymalnym, którym jest Rewolucja. Jako realista i pacjent prawicowej prasy nie za bardzo w nią wierzę. Dlatego w obecnej chwili najlepszy jest... wróć na górę do tekstu!